Słowa nie zawsze wystarczą
O tym, jak pędzel i kolory pomagają wyrazić to, co niewypowiedziane
Żyjemy w świecie, który ciągle zmusza nas do tłumaczenia się. Słyszymy „co tam u ciebie?”, „jak się czujesz?”, „dlaczego jesteś taka zamyślona?”. A przecież czasami same do końca nie wiemy, co właściwie czujemy. Zmęczenie miesza się z irytacją, stres z przebodźcowaniem, a słowa stają się nagle kanciaste, niewygodne i po prostu niewystarczające.
Zdarzają się takie dni, kiedy jedyne, na co mamy ochotę, to milczeć. Wchodzisz do pracowni, uśmiechasz się z grzeczności, siadasz przy stole i… widać, że wcale nie masz siły na pogawędki. I wiesz co? To jest absolutnie w porządku.
Kiedy „wszystko dobrze” to tylko wymówka
I właśnie w takich momentach, kiedy słowa grzęzną w gardle, z pomocą przychodzą ręce.
Jak opowiedzieć o tym ścisku w żołądku po ciężkim dniu w pracy? Albo o tym dziwnym, bezkształtnym smutku, który pojawia się zupełnie bez powodu? Najczęściej w takich chwilach uciekamy w bezpieczne, standardowe „wszystko dobrze, po prostu jestem trochę zmęczona”.
Język, który nie ocenia
Możesz po prostu wybrać najciemniejszy kolor z palety i z całą siłą, agresywnie zamalować tło. Możesz mazać, rozcierać farbę palcami, nakładać na siebie niepasujące warstwy. Płótno, drewno czy terakota przyjmą wszystko. Nie ocenią, nie powiedzą „przesadzasz”, nie dadzą dobrej rady, o którą wcale nie prosiłaś. One po prostu pozwolą Ci wyrzucić to z siebie.
Tworzenie to niesamowity proces, który pozwala nam ominąć tę logiczną, analizującą część mózgu. Kiedy bierzesz do ręki pędzel, glinę albo tusze alkoholowe, nie musisz nazywać swoich emocji. Nie musisz ich kategoryzować ani nikomu z nich spowiadać.
Magia, którą widzę przy stole
I nagle, po kilkunastu minutach pracy, słyszę ten charakterystyczny, głęboki oddech. Ten jeden głośny wydech, po którym ramiona wreszcie opadają. Ruchy pędzla stają się bardziej płynne, a twarz łagodnieje. Uczestniczki zatracają się w mieszaniu kolorów, w obserwowaniu, jak farba wchłania się w tkaninę. Często wtedy milczą, ale to milczenie jest miękkie, bezpieczne i pełne ulgi. Wyrzucają z siebie napięcie bez wypowiedzenia choćby jednego słowa.
Obserwuję to na warsztatach niemal w każdym tygodniu. Kobiety wpadają na salę prosto z biegu, jeszcze z telefonem w ręku, z wysoko uniesionymi ramionami i napiętymi karkami. Zaczynamy zajęcia, one już w blokach startowych czekają tylko na sygnał „wystrzału” jak w biegach sprinterskich. A przecież nie o to chodzi w sztuce i tworzeniu.
Zostaw to na papierze
Sztuka, nawet ta najprostsza, amatorska, ma niezwykłą moc. Pozwala nam wyjść z głowy i zostawić problemy dnia codziennego, zdystansować się od nich. Kiedy pochałania nas tworzenie i dajemy sobie pozwolenie na spontaniczność, zaczynamy doświadczać poczucia głębokiego spokoju. Spotykamy się same ze sobą, pojawiają się pomysły, wizje o które byśmy same siebie nigdy nie podejrzewały.
Jeśli więc masz taki dzień, w którym słowa to dla Ciebie za dużo – przyjdź. Nie musisz z nikim rozmawiać. Możesz po prostu usiąść w kącie, wziąć do ręki pędzel i pozwolić, żeby kolory powiedziały to, czego Ty nie masz siły ubrać w zdania.



