O emocjach w Ratuszu
„Jestem wolny – jestem sobą”. Czego nauczyły mnie dzieci w toruńskim Ratuszu?
Poważne, ceglane mury Ratusza Staromiejskiego w Toruniu przywykły do ciszy muzealnych sal i szeptów turystów. Ale w ostatnich miesiącach ta przestrzeń wypełniła się czymś zupełnie innym – tętniącą życiem energią, tupaniem małych stóp i szczerymi do bólu rozmowami o tym, co siedzi w głowie i w sercu.
Miałam ogromną przyjemność poprowadzić cykl warsztatów towarzyszących wystawie pokonkursowej „Jestem wolny – jestem sobą”. I choć w założeniu to ja miałam uczyć dzieci z toruńskich szkół i przedszkoli, mam wrażenie, że to one dały mi najważniejszą lekcję.
Mały człowiek, wielkie emocje
Czym jest wolność? Dla dorosłego to pojęcie abstrakcyjne, polityczne, trudne. A dla dziecka?
Dla przedszkolaka wolność to możliwość powiedzenia: „jestem smutny” albo „teraz się złoszczę”, bez bycia ocenianym.
Podczas naszych spotkań zgłębialiśmy temat emocji – tych, które towarzyszą nam na co dzień, i tych głęboko ukrytych. Zaskoczyło mnie, jak dojrzale młodzi ludzie potrafią podejść do tego tematu. Dzieci nie mają jeszcze tych filtrów, które my dorośli nakładamy na siebie latami. Kiedy pytaliśmy: „Co czujesz?”, odpowiedzi padały prosto z serca.
To była przestrzeń na to, by zrozumieć, że wszystkie emocje są potrzebne. Że złość nie jest „niegrzeczna”, a smutek nie jest słabością. Jest po prostu informacją.
Sztuka jako język, gdy brakuje słów
Rozmowa to jedno, ale emocje najlepiej uwalnia się przez działanie. Nie zabrakło więc kreatywnej zabawy. Rysunek, ruch, ekspresja – narzędzia, które pozwoliły uczestnikom wyrazić to, czego czasem nie da się ubrać w słowa.
Widziałam, jak pod wpływem kredki czy pędzla znika nieśmiałość. Jak w bezpiecznej atmosferze, bez oceniania i presji na „ładny obrazek”, dzieci otwierały się i pokazywały swoje prawdziwe „ja”. To właśnie tytułowa wolność w praktyce.
Warsztaty stały się też polem do wymiany historii. Okazało się, że nawet najmłodsi uczestnicy mają bogaty bagaż doświadczeń, którymi – odpowiednio zachęceni – chcą się dzielić. Te rozmowy, zarówno w grupach, jak i te szeptane na ucho, były dla mnie niezwykle poruszające.
Lekcja dla nas, dorosłych
Wychodząc z Ratusza, myślałam o jednym: jak ważne jest tworzenie takich przestrzeni. Miejsc, gdzie młody człowiek może być sobą – bez maski, bez udawania, że „wszystko jest okej”.
Dziękuję wszystkim Nauczycielom i Opiekunom, którzy przyprowadzili swoje grupy na wystawę i warsztaty. To dzięki Wam te dzieci mogły przeżyć taką przygodę. Wierzę, że to doświadczenie zostanie z nami na dłużej. Bo wolność w wyrażaniu własnego „ja” to najlepszy prezent, jaki możemy dać sobie i innym.

















